Komedia mało śmieszna i mało romantyczna.

Kaja Staszewska · 06-12-2015

Uwielbiam komedie romantyczne. Tam zdrada i inne formy rozstania wyglądają tak pięknie i dają nadzieję, na to, że każdy grzeszek da się naprawić, a co drugi wybaczyć. Jest jasny podział na złych i dobrych, decyzje które podejmują bohaterzy wydają się takie proste. Gdybym tak na szybko miała wymienić jedną z ulubionych scen, to jest to ta scena, w której po rozstaniu oni spotykają się przypadkiem na ulicy, ona ma tzw. bad day, a on wygląda jakby przed chwila wyszedł z kampanii dla Armaniego. Tysiące razy wyobrażałam sobie taką scenę w moim życiu tyle, że na odwrót. Ja byłam tą piękną, a on bestią, która bynajmniej nie zmienia się w pięknego królewicza. Na koniec dostaję Oskara za mój triumf.
Właśnie dzisiaj moje wyobrażenie wraz z Oskarem roztrzaskało się o ziemię.

Moja historia jak w życiu jest typowa, to było dramatyczne rozstanie, tygodnie łez, potem wegetacja, a potem akceptacja i gdy już myślałam, że  wyszłam na prostą wśród setek biegających za prezentami ludzi w oddali widzę jego … Mr. Cute. To jest to samo uczucie gdy zobaczysz ducha, myślisz, kurde przecież to nie możliwe, i dlaczego dlaczego ja! Do całej tej myślowej rozpaczy pasuje płacz, ale nie w galerii.

Oczywiście ja nie wyglądałam jak gwiazda, bo akurat w ten dzień postanowiłam włożyć dresy,  a nigdy przenigdy tak nie robię! Naczytałam się magazynów modowych, gdzie na każdym kroku pokazują zdjęcia gwiazd na zakupach w piżamach. I masz! akurat w ten dzień postanowiłam zabawić się w gwiazdę, która bardziej przypomina Lindsay Lohan z końca jej kariery niż Jessice Albę. Ale on za to jak najbardziej gwiazdorski styl, wszystko było idealne nawet buty miał czyste.

Na szybko zaczęłam myśleć jak to zrobić, żeby dresy przemieniły się w kieckę. Przyszło mi nawet do głowy żeby zaatakować dziewczynę w sklepie obok, ukraść coś stylowego (bo karty kredytowej nie chciałam uruchamiać) i jakby nigdy nic zmierzyć się z przeszłością. Miałam też wersję drugą, mogłam ukryć się w toalecie. Druga opcja wygrała, ale jak na złość nigdzie obok nie było toalety, a Mr. Cute zbliżał się dumnie i stanowczo w moja stronę. Nie jestem  tchórzem, tak sobie wmawiałam więc zadarłam głowę, poprawiłam biust i ruszyłam do przodu grając role gwiazdy na zakupach.

Wymieniliśmy uśmiechy, puste pytania, jeszcze bezwartościowe komplementy i nastał moment, którego boi się każdy facet … porozstaniowa  - cisza, ale nie zwykła, ta wymowna, ta w której facet wie, że jak źle to rozegra, to jedyne co go czeka, to niemy żal. Ten moment zaskoczył i mnie, bo byłam pewna, że go już dawno zakopałam pochowałam i żałobę zakończyłam, a tu cisnęły mi się na usta pytania, te niedozwolone, których żadna dziewczyna po rozstaniu nie może zadawać żeby nie wyjść na desperatkę. Grzebiąc w swojej miłosnej inteligencji gdy on mówi, że musi iść ja wypalam:

‘Idź, idź, zapewne inne czekają”
Na co On: „ Nie ma nikogo”
Na co Ja : „ Jasne, przecież nic mi do tego”…. w tym czasie głowa zapisał, że jest wolny, dopisała też resztę o powrocie i przypomniała te miłe chwilę i dała znać do żołądka by się trochę ścisnął i cały rozsądek można o kant dupy rozbić. Na koniec rozmowy typowo umówiliśmy się na bliżej nieokreślona kawę, a jestem pewna, że w to spotkanie tylko ja uwierzyłam. Następnie całą drogę do domu myślałam już tylko o nim, zastanawiając się co znaczy każde wypowiedziane przez niego słowo poddając je analizie kawałek po kawałeczku.


Po powrocie do domu, po dużej mocnej kawie i po spoliczkowaniu się przed lustrem zaczęłam się zastanawiać… Czy to już naiwność czy tylko desperacja, a może porozstaniowa depresja, ciężki przypadek jeszcze nie doleczony? Kiedy i jakim cudem zapomniałam o wszystkich zdradach, o kłamstwach i poniżeniach, o cierpieniu, o syndromie psa?! Jak jedna nic nie znacząca rozmowa zmieniła moje myśli z wrogich na przyjazne? Gdzie był mój rozum w tym momencie? … bo gdzie serce było to wiem…

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że po raz kolejny z niewiadomych przyczyn dobrowolnie przywiązałam się do jego nogi, tylko tym razem bez jego wiedzy.

Ten komedio-dramat w moim wykonaniu utwierdził mnie w słuszności twierdzenia, iż rozumem serca nie wyspowiadasz. 

Komentarze Facebook

Zobacz też

Wspomnienia ... zastanawiające zjawisko. Dopada nas często, najczęściej gdy...
Telefon. Ona i ona, trudna rozmowa, bo trudne dni. Wnioski też trudne, a nawet...
Jestem wielką fanką Seksu w wielkim mieście. Tak, zdaję sobie sprawę z tego, że...

Komentarze

Brak dostępnych komentarzy.

Linki

  • tutaj
  • mogą być
  • linki do innych
  • stron

Kontakt

Masz pytania? Napisz do nas!
Formularz kontaktowy