Wyszłam za mąż ... kiedyś wrócę.

Kaja Staszewska · 15-11-2015

Każdy dzień wyglądał tak samo. Jej małe mieszkanie, dziecko, w pół zadowolony mąż,  psa nie było, za to była rodzina, nie typowa bo szczęśliwa gdy patrzysz z zewnątrz, a do wewnątrz nikt nie chciał zajrzeć. Dni mijały, szczęście raz opadało raz rosło, słońce świeciło i zachodziło, dni były wietrzne i bezwietrzne, a temperatura wiosenna. Gdy nastała jesień każdy zaczął poszukiwać siebie w kątach mieszkania, im dłużej nie mogli się znaleźć tym więcej burzowych chmur gromadzili, ale bez piorunów jeszcze. Przetrwali zimę w dość ciepłej atmosferze, udając, że cieszy ich wspólny czas, zaprzestali poszukiwań, a rozpoczęli proces zrozumienia, a raczej przyzwolenia, wszystko by uniknąć burzy.

Jednak gdy nastało lato lód na ich sercach do końca nie stopniał, wiatr nie rozwiał chmur, deszcz nie przestał padać, a  różnica temperatur rozpętała burzę z przeszywającymi piorunami. Chłód przeszywał  ich ciała bezlitośnie. Małe mieszkanie nie trzymało ciepła wiec postanowili je zamienić … na dwa jeszcze mniejsze jakby to miało w czymś pomóc, jakby udawanie, że siłą woli można zmienić naturę dawało im poczucie, że kontrolują sytuację. Utrzymują jesień w sercach i na zewnątrz, pozwalając sobie od czasu do czasu na małe wyładowania atmosferyczne, na lato, czasem wiosnę …

 

Słucham różnych miłosnych historii, większości jestem świadkiem, w większej większości pośredniczę i myślałam, że już niewiele mnie zdziwi, a jednak…

Z czym Wam się kojarzą rozstania? Ze zdradą, z bólem, krzykiem, bolącym sercem i ciałem, z czerwonymi oczami i litrami łez, z ranami większymi i mniejszymi, z brakiem zrozumienia, ze strachem? Gdyby to wszystko zebrać, to rozstanie jest pewnego rodzaju procesem. Nie jest zaskoczeniem, zanim do niego dojdzie przechodzimy cały proces myślowy potem proces podejmowania decyzji i potem już nikogo to nie dziwi, a wręcz przeciwnie wszyscy czują ulgę mimo, że na zewnątrz okazują nienawiść.

Mnie najbardziej zaciekawiło zjawisko cichych rozstań. To takie w których nie jesteś w stanie rozpoznać, że coś się dzieje, po prostu wstajesz i widzisz, że tu nie pasujesz, że to nie Twoje życie, że obok ciebie leży inny mężczyzna, nie ten Twój, że życie z nim bardziej Cię zniewoliło niż wyzwoliło, że chcesz uciec i poszukać siebie. W między czasie żyjesz jak dotychczas, całujesz go na dzień dobry i dobranoc, uprawiasz seks, śmiejesz się z jego dowcipów i wmawiasz sobie, że to nie ty, że ta prawdziwa jest tam gdzie powinna. Aż w końcu to robisz odchodzisz nie wyjaśniając, bo co tu mówić.  Szczęście ucieka i trzeba je gonić. To taki inny rodzaj separacji. Jak byś chciała mieć coś innego a zarazem nie wypuszczać z rąk tego co masz, bo po co od razu zamykać za sobą drzwi, życie jest nieprzewidywalne. A jak popełnisz błąd, łatwiej przeciśniesz się przez wpół otwarte drzwi. Teoria i praktyka brzmi bardzo prosto i rozsądnie, ale czy takie rozstanie jest humanitarne? Czy to nie jest czasem morderstwo w białych rękawiczkach? I czy zawsze jedynym sposobem na to by przełknąć pigułkę rozstania jest separacja z życiem i rozwód z rzeczywistością?

Komentarze Facebook

Zobacz też

, Nowy katalog kobiecych blogów na JejBlog.pl Chcemy poznać wasze blogi:)
Kochane, na JejBlogu do zakładki Katalog Blogów będziemy dodawać wasze...
Prawdopodobnie dzięki średniowiecznym rycerzom, którzy pytali swych władców o...
Eksperymentowałyście już z naklejkami do paznokci? Spróbujcie koniecznie! Mi...

Komentarze

Brak dostępnych komentarzy.

Linki

  • tutaj
  • mogą być
  • linki do innych
  • stron

Kontakt

Masz pytania? Napisz do nas!
Formularz kontaktowy